Kłopotliwe dziedzictwo Europy Środkowej – nowy numer „Herito

Zachować czy zburzyć Pałac Kultury i Nauki w Warszawie? Jak poradzić sobie z kłopotliwym dziedzictwem obozów zagłady czy pomnikami Armii Czerwonej? Z czego wynika fenomen niektórych bloków z „wielkiej płyty” i socrealistycznych budynków? Czy skłonni jesteśmy wziąć odpowiedzialność za całość wytworów minionych pokoleń niezależnie od konotacji narodowych i tła ideologicznego? Na pytania te starają się odpowiedzieć autorki i autorzy 29. numeru naszego kwartalnika „Herito”.

Obok nieulegającej kwestii spuścizny narodowej w ostatnich dwóch dekadach w Polsce i Europie Środkowej wyłonił się ogromny zasób dóbr do niej nieprzystających. Nie da się już ich nie dostrzegać i nie sposób usunąć ich z pola widzenia. Budzą emocje. To my decydujemy, co z ogółu dziedziczonych dóbr kultury zamierzamy przyjąć i za co gotowi jesteśmy wziąć odpowiedzialność. Historia Europy Środkowej nie ułatwia nam sprawy.

W 29. numerze „Herito” Piotr Paziński rozważa, na czym polega kłopot z obozami zagłady w Polsce. Wojciech Wilczyk odwiedza z aparatem cmentarze żołnierzy Armii Czerwonej, a Lola Paprocka blokowisko Nowy Belgrad. Błażej Ciarkowski opowiada o ośrodkach wypoczynkowych ze swastyką i czerwoną gwiazdą. Jacek Purchla tłumaczy, czym jest kłopotliwe dziedzictwo. Michał Wiśniewski przygląda się fenomenowi blokowisk z wielkiej płyty, a Aleksandra Sumorok dowodzi, że socrealizm w architekturze ma wiele twarzy. Jakub Dąbrowski odpowiada na pytanie, co kieruje współczesnym ikonoklazmem, a Ewa Chojecka analizuje drugie oblicze pomnika przodownika pracy z Zabrza. Na szczególną uwagę zasługuje tekst Andrei Tompy przypominający historię Kolożwaru Klużu – rumuńskiego miasta o niełatwej historii.

W numerze znalazły się ponadto recenzje ciekawych książek autorstwa Kai Puto, Mikołaja Banaszkiewicza, Katarzyny Kotyńskiej, Joanny Majewskiej, Łukasza Łozińskiego, Jakuba Muchowskiego, Wojciecha Wilczyka, Bartosza Sadulskiego, a także zapowiedzi wartych obejrzenia wystaw w Berninie, Budapeszcie, Bratysławie, Krakowie, Ołomuńcu, Pradze, Warszawie czy Wiedniu.

Fragmenty tekstu Piotra Pazińskiego z najnowszego numeru „Herito” poświęcone obozom zagłady na terenie Polski:

Wbrew utrwalonemu w Polsce lękowi rozmówcy zazwyczaj nie mają na myśli „polskich obozów” ani nie sugerują, że Auschwitz, Treblinką czy Majdankiem zawiadywali Polacy. To pogląd garstki nieuków. Już częściej spotkamy się z opinią, że taka, a nie inna lokalizacja obozów nie była przypadkowa, Niemcom bowiem (czy też nazistom, jak dzisiaj na Zachodzie się mówi) było łatwiej mordować Żydów w kraju, którego mieszkańcy takowej akcji sprzyjali. Nazistowskie obozy w antysemickiej Polsce to klisza rozpowszechniona i mająca swoich zwolenników. Stosunkowo szybko daje się rozbroić zdroworozsądkowym argumentem z dziedziny logistyki: mordowali tam, gdzie mieszkało najwięcej ludzi przeznaczonych do zamordowania. Tak czy siak, zrobili to w Polsce. Ten argument trudno odeprzeć. Na terytorium Polski faktycznie doszło do wielkiego ludobójstwa i tutaj znajdują się jego świadectwa, najważniejsze obozy zagłady. Fakt, że Polski wtedy nie było, nie ma większego znaczenia. Dla współczesnych liczy się geografia. Na to nic poradzić nie można.

[…] Pod pewnym względem nie jest to opinia błędna. Jeśli idzie o rozmiar zniszczeń i skalę zadanej śmierci, mało który z krajów współczesnej Europy Wschodniej może się równać z Polską. Największe getta, najważniejsze obozy, doszczętnie zniszczona stolica, najpotworniejszy terror w miastach i na wsi… Ale czy rzezie Polaków na Wołyniu, masowe egzekucje Żydów w Mińsku i Berdyczowie, palenie wsi na Białorusi albo topienie ludzi żywcem w falach Dunaju w Nowym Sadzie i w Budapeszcie były mniej straszne? Mniej przyniosły cierpienia? Czy unicestwiona przez kule karabinowe społeczność żydowska kowieńskiej Litwy była mniej wartościowa od warszawskich Żydów zamordowanych w Treblince?

[…] To, że takiej śmierci doświadczyli przede wszystkim europejscy Żydzi, jest kwestią historycznie istotną, ale dla wyobraźni drugorzędną. Na masową wyobraźnię działa przede wszystkim metoda, po jaką sięgnęli oprawcy, żeby prędko i na wielką skalę zabijać. Metoda nowa i niezwykle drastyczna, która pozo‑ staje w niepokojącym związku z epoką wydajności, mechanizacji i umasowienia. Dlatego Chełmno i Treblinka są „gorsze” od Babiego Jaru i Ponarów, a Majdanek – od obozów Transnistrii. Tak się złożyło – to wina III Rzeszy, a trochę przekleństwo geografii – że to, co dla masowej wyobraźni najstraszliwsze, znajduje się dziś na terytorium Polski.

[…] Teren byłego obozu Auschwitz‑Birkenau należy do czołówki najczęściej odwiedzanych obiektów w Polsce. W 2016 roku odwiedziły go ponad dwa miliony osób. Tylko dwadzieścia procent z nich to Polacy, reszta – osoby z zagranicy, przede wszystkim Amerykanie, Brytyjczycy, Włosi, Hiszpanie, Izraelczycy i Niemcy. Coraz częściej przyjeżdżają turyści ze wschodniej Azji. W Auschwitz pojawiają się grupy zorganizowane i pojedynczy turyści, wizyta w byłym obozie jest obowiązkowym punktem programu dla wszystkich „Holocaust tours”, ale coraz częściej bywa łączona ze zwiedzaniem Polski. Najlepszym przykładem – oferta krakowskich biur turystycznych, w której Auschwitz występuje w pakiecie ze starym Krakowem, kopalnią soli w Wieliczce, niekiedy Tatrami. Auschwitz jest miejscem pielgrzymek, cmentarzem, pomnikiem ludobójstwa, w dodatku posiada wciąż autentyczną (przynajmniej w dużej części) infrastrukturę, oddziałującą na zmysły wręcz namacalnie, a nie jak w Treblince – przez wyobraźnię.


Piotr Paziński, Kłopotliwe dziedzictwo obozów zagłady, HERITO nr 29

Przejdź do księgarni internetowej >>
×
Dodano do koszyka:

Kontynuuj zakupy Przejdź do koszyka